Kiedy masz siebie- masz wszystko. Bo wszystko jest odbiciem Ciebie. Cały świat zewnętrzny to projekcja świata wewnętrznego. Analogicznie, kiedy tracisz siebie, choćby kawałek po kawałku, budujesz mur, cegła po cegle, phorotherm po silce. Mur oddzielający od wszystkiego-co-jest.

Bo ciało to kościół dla Boga, meczet dla Allacha. To tybetański klasztor Samye. Jeśli położony jest na wzgórzu, jest widoczny i dostępny dla wszelkich rezonujących, dla tych, którym nietrwożąca jest wspinaczka po kolejnych skałach zaufania. Dla tych, którzy iglicę postrzegają jako igłę kompasu, a nie pal, na który można się nabić (I to nie w naczynie zwieńczone korkiem czy mniej ekologicznym kapslem). Co najwyżej potraktować jako fundament do marzeń na chmurach.

Wszechświat w kapsułce z mikroelementami

Bo wszystko zaczyna się w głowie. A stamtąd impulsy do krwiobiegu. Impulsy biochemiczne. Szalejące hormony, wkurzony kortyzol czy milusińska oksytocyna. A póki substancje endogenne tańczą w regularnym rytmie skoordynowanym z wielką pompą ukrytą za mostkiem, życie przepływa jak czerwone krwinki w żyłach, w pełnej homeostazie.

Ustąp pierwszeństwa, kwestia posłuszeństwa?

Emocje to chwilowe impulsy. Znaki na drodze życia. Ciało mówi szybciej, aniżeli głowa. Ta już swoje zrobiła wchłaniając przekonania, rozwalając je w chwili zadumy czy impulsie zdarzeń. I ciało to pamięta. Emocja kłuje w żołądku. Emocja trzepie skrzydełkiem po trzewiach. Emocja to nic innego jak znak. Jak chwilowe zderzenie się z energią zewnętrzną. Tu masz asfalt. A tam buszowanie w zardzewiałym zbożu. Uwaga, grunt ilasty. Jak się odpowiednio przygotujesz i go utwardzisz, dobierzesz odpowiednie narzędzia i materiały, to i życie na nim zbudujesz.

Fosa wokół nosa

Kiedy masz siebie, nigdy nie zaznajesz samotności. Nie zaznając samotności, życie zawsze odpowiada ludźmi zapełniającymi codzienność. Ale kiedy zaczynasz siebie tracić, kawałek po kawałku, podając siebie jako przystawkę panu z Transylwanii, przy którym ortodonta miałby niezły utarg, kawałek po kawałku burzy się Twój świat. Wraz z częściami Ciebie znikają Twoje odpowiedniki wypchnięte na zewnątrz. Zatrzymując się, zastygając niczym żona Lota, pozwalasz im na krążenie wokół siebie- ale nie przebicie się przez mur.

Planowane wyburzenie

Mur bywa stabilny. Aż za bardzo. Osuwiska prędzej przeistoczą się w fosę dookoła, aniżeli go zniszczą. Tutaj jest potrzebny porządny kilof. Materiał wybuchowy pod fundamentami też spokojnie sobie poradzi z wyzwaniem. Tylko takie rozwiązanie ma swoje skutki na boku. Trochę krajobraz zmieni swój charakter i zapewne znajdzie się w potrzebie prac porządkowych. Być może trzeba będzie zagospodarować na nowo. Ale za to później jaka impreza pod chmurką!

Z miłością, AnanaS


Odkryj więcej z Ananas w próżni życia

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Podcast also available on PocketCasts, SoundCloud, Spotify, Google Podcasts, Apple Podcasts, and RSS.

Dodaj komentarz

The Podcast

Join Naomi Ellis as she dives into the extraordinary lives that shaped history. Her warmth and insight turn complex biographies into relatable stories that inspire and educate.

About the podcast

Latest episodes