Początki zazwyczaj są niełatwe, wymagające wzmożonej uważności i sygnowane urokliwą niezdarnością. Wymagają pauz, nawet, jeśli ścieżka jest nad wyraz i nad zdanie nieprzekrzywiona. Bo wydaje się w być prostej linii, a ewolucja wszak wgrała oprogramowanie na szukanie dziur, niekoniecznie w kolorze pochłaniającym inne barwy.
Początkujący, ale taki początkujący- początkujący, zwykł surfować na fali szczęśliwości i beztroski. Bo nie ma sztormowych wyobrażeń i to, co innym kojarzy się z niechybną katastrofą, postrzega jako pokaźną okazję do nauki poprzez zabawę. Wszak w każdym z nas jest wewnętrzne dziecko, które nie wie, że kominek może poparzyć, ale dostrzega boskie tango płomieni.
Początkujący ponownie
Są i tacy, co zaczynają od początku. Jeśli po zakończeniu, to połowiczna ubogość rzeczywistości. Gorzej, jeśli zaczynają suszyć części w jamie ustnej, będąc jeszcze po końcówki płatków narządu słuchu w mazi o konsystencji bardziej wodnistej. Wówczas same nieszczęścia. Jak początek, to najpierw musi być koniec. Chociażby mentalny, rzeczywistość sama się dopasuje, jak nie będzie się jej cisnąć jak zaskórniaka na nosie.
Małe w dużym
Wewnętrzne dziecko może być naprawdę porypane. Ze skoliozą skojarzeń i lordozą przekonań. I nie żaden z niego lord czy hrabina- po prostu kręgosłup podtrzymujący szkielet rzeczywistości kiwa się na boki jak kaczka prowadząca młode nad kanał. Banał? Tak.

Dłutem w nosie
I tak, zamiast szukać skamielin swoich przekonań, deptamy po nich śniąc każdego dnia. Jeszcze bardziej utwardzając się w swoich zatwardziałych przekonaniach, empirycznie opartych na naszych żywotach. Krótszych, dłuższych… Bo na pewno zniekształconych. Zamiast po prostu wziąć dłuto i pogrzebać nieco w tym zastygłym od rutyny gówienku 😊
Z miłością, AnanaS
Dodaj komentarz