Stąpając po krągłej mamusi, kolorowo i beztrosko, z mentalnością wolnego ptaka w czerwonym czepku wyklutego, idziemy na drugi koniec tęczy. To, z jaką częstotliwością i w jakiej ilości kolorami człek się popluje, zależy już od wielu mniej i bardziej unikalnych cech. Przede wszystkim zaś tych powtarzalnych. Bo powtarzanie, choć czyni naukę najskuteczniejszą, jest czynnością nienazbyt ciekawą i fascynującą. Ale zdecydowanie konieczną, by przebić się przez zakutą szwami czaszkowymi świadomość. Do samego procesora. A ten wydaje polecenia kreatorowi.
Kontrolowanie świata zewnętrznego, w tym innych osobników, zdarzeń i wszelkiego bytu w ruchu, podobnym jest do łapania słów, które wirują w trąbie powietrznej. Strzępki sylab przejdą przez małżowinę uszną, odbiją się od bębenka, oberwą znaki graficzne między młoteczkiem a kowadełkiem, a następnie z pourywanymi laskami i nóżkami dojdzie do błędnego przetwarzania. Błędnik skądś nazwę swoją wziął, sądzić by można ostatecznie. Błądzi się do tej szyszynki obijając o ciała z migdałów. A ciała migdałowate lubią się migdalić…
Ciasno, wąsko i brodo 🙂
Z kontrolowania przejście jest wąskie i ciasne, taka droga rodna do trollowania. Tudzież przepoczwarzenia się do istoty mniej ogarniającej przychody i odchody. Bo człowiek nie jest w stanie swoim małym rozumkiem pojąć obrzmiałego i ciągle rozrastającego się jak grzybek tybetański w mleku wszechświata. Może i przyjdzie co do czego, ale na siłę to odejdzie. I pozostaną odchody na odchodne.
Połówka do połowy pusta
Człowiek to istota zabawna w swojej naturze. Figi i fatygi, ale trzęsie miednicą obijając sobie połówki pośladków. I tutaj teoria połówek traci swój głębszy niż kałuża w lubuskim asfalcie sens- całość bowiem tworzy się z dwóch całości. Takie dwa grzyby, niekoniecznie stare, żeby mogły się pączkować jak sam wszechświat. Dwie całości mogą wytworzyć więcej energii, energii, która jest dopiero w polu potencjałów- ale nie w tej rzeczywistości. W tej rzeczywistości jeszcze jej nie ma, a czego nie ma, to ludzki mały mózg się boi i wytarza złowrogi kortyzol. Mały mózg- bo mózg kaszalota jest wszak sześciokrotnie większy od ludzkiego. I mieści trzy razy więcej empatii (gorzej, jak się trafi na kaszalota z zaburzeniami, te też proporcjonalnie większe).

A tu wszystko połowicznie uśpione. Między starą Jawą a strawą dnia wczorajszego. Podniesienie powiek tylko na początku jest wrażeniem sensorycznym z pozoru niełatwym, przepełnionym materiałem z klepsydry i kroplami z Morza Martwego. Potem zaczynają się podróże. Ale wpierw trzeba się po tych ruchomych pisakach nauczyć chodzić.
Krok po kroku, by nie rozpruć się w kroku w tym roku
Homo sapiens się przewraca. Czasem ucieka w krzaki lub inne miejsca zapewniające mu przynajmniej pozorowaną i pozorną intymność. Miejsca, w których może złapać oddech, choć z możliwością dostania się do układu pokarmowego stworzeń małych, upierdliwych i wkurzających, wydających dźwięki nieco drażniące ludzki układ zdenerwowany. Potyka się, przewraca, z lekka pijany vizirowską świeżością sytuacji. Język mu się w jamie ustnej zakręca jak tekstylia w bębnie maszyny piorącej. Ale to jest urocze, choć zdawałoby się, że starszy. Bo zarówno ekscytacja, jak i strach wywołują podobne, jak nie te same, reakcje chemiczne organizmu.
Stres nie jedno ma imię
Jest i eustres, który motywuje, i dystres, który paraliżuje. Choć paraliż może przecież być wstępem do występu? Po paraliżu senny, człowiek w końcu wraca do siebie, swojego jestestwa. Chyba, że to paraliż na amen i raz w życiu, wówczas powrót nabiera nieco szerszego sensu. Tak czy siak, póki żyjemy, otwierajmy szerzej oczy. I buzię. Choć tę należy czasami zamknąć zamkiem Gerdy (nikt nie płaci mi za reklamę, żeby nie było).
Z miłością, AnanaS
Dodaj komentarz