Człowiek to nie tylko worek na kości i inne, nieco bardziej miękkie czy puszyste tkanki. Choć niekiedy może być i nieco bardziej puszysty, albo i puchaty- to jednak ciało to mieszkanie. A pustostan niszczeje i jest wchłaniany przez naturę. Ciało zasilane żyje. Ba, nawet i modyfikować można, tylko potem może być jak z kukurydzą GMO- niby wygląda ładnie, ale posmak pozostawia nieco polimerowy, a i pragnienie jednak zadymia lekko… A może i trawi już pożarem jak lasy australijskie…
Życie zawsze jest w ruchu. Nawet, kiedy ciało relaksuje się w pozycji Savasana (tj. trupa, żeby uników przed ciosaniem nie robić), to jednak się porusza. Oddech- czy automatyczny, czy półautomatyczny, czy manualny- zupełnie jak skrzynia biegów w niektórych modelach Citroenów (pewnie w innych też, ale jestem ignorantką w tym temacie i nie zaszywam się z tym faktem w okopach).
Wszystko się porusza
Płyny ustrojowe i inne ustrojstwa w organizmie się poruszają. Niektóre rytmicznie, inne przyblokowane bańkami i to nie mydlanymi, bynajmniej. Czasem po prostu się tworzą korki w jelitach, ale to przecież nie oznacza, że silnik się wyłącza. Nie. Dalej pracuje i produkuje spaliny, które cichaczem (lub głośniej niż niejeden klakson) ulatniają się do atmosfery. Czasem ją psują, choć na chwilę.

Ruch w bezruchu, czyli Bohr i glitch
Pan Niels Bohr lubił myśleć i obserwować. I zaobserwował ciekawe zjawisko w mikro skali. Otóż elektrony wokół jądra atomu poruszają się na konkretnych orbitach. Zupełnie jak w skali makro planety wokół naszego pięknego Słońca. Ale, ale… Te elektrony potrafią zrobić hokus pokus i… znaleźć się na innej orbicie. Ot tak. Bez drogi przejścia. Po prostu skaczą sobie po orbitach. Znikając z jednej i pojawiając się na innej. Jak na innym wariancie rzeczywistości z modelu Vadima Zelanda. Robią taki glitch. Takie zakłócenie w matrixie. Nie pasuje nam ten film- przełączamy kanał. Ale dalej jest to kanał, w którym jest ruch.
Ale wracając do opakowania
Choć precyzowanie jego formy jest etapem zbędnym. Każdy zamiennik, czy to puszka, czy to worek, czy wreszcie świątynia na wzgórzu w Tybecie- będzie odpowiedni. Chodzi o ciało. O ciało wyposażone w podstawowe elementy fizyczne oraz mechanizmy psychiczne. I chociaż jedno oddziałuje na drugie i odwrotnie, to jednak pomija się jeszcze trzeci element.
Elektrownia
Człowiek jest wyposażony w ego. Ego, którego domeną jest ocenianie. Toteż religie i filozofie wskazują na konieczność jego porzucenia, aby osiągnąć nirwanę czy zbawienie. Ego to program. Lep na zdarzenia. Co w nim wgrane, to i przyciągać będzie, żeby potwierdzać. Ego potrafi być nieźle zawirusowane. A na pewno zapuszkowane. Jak paprykarz szczeciński. Przeterminowany, przed- lub powojenny z wadliwym numerem serii. Bo cokolwiek nie będzie w nie wgrane- to i tak będzie podłączone do elektrowni i będzie pobierać energię, by wytwarzać zdarzenia. A im bardziej zawirusowane ego, tym więcej prądu mu potrzeba. A rachunek przyjdzie prędzej czy później zapłacić. Bo tej elektrowni już się nie oszuka– Eneę czy PSG może i w konia ktoś zrobi. Ale nie Elektrownię 5D.
Pokaż tygrysie, co masz w swej misie
Człowiek jest zarówno tworem nie- i doskonałym. Cudownie niedoskonałym, by popełniać błędy, próbować i odkrywać siebie, by się nie nudzić w tym życiu. Tworem doskonałym, zawierającym w sobie cały dualizm wszechświata. Światło i cień. Czystość i grzech. To jedno i to samo, choć nomenklatura może wprowadzać w dezorientację. Na tyle jednak poważną, że konsekwencje niezrozumienia mogą wpłynąć na całą przygodę zwaną życiem.
Różniczka czy różnica?
Bo to, co w kopule i pompie głównej, to jednak ludzkie i każdy ma. Każdy. Kontrasty. Kompleksy. Całą paletę emocji, nie tylko super cudowne uwielbienie, ale i niepopularne wkurwienie, którego czucie nie jest niczym złym czy wstydliwym. Po to te emocje mamy, żeby je przeżywać. Po to te kompleksy mamy, żeby szukać rozwiązań i poszerzać perspektywy. Chodzi o to, by robić to mądrze. By uznać swoją ciemniejszą stronę, przepuścić przez siebie, pozwolić życiu płynąć. Życiu i emocjom. I tu przychodzi kwestia różnic programowych.
Różnice programowe
Czasami ciśnienie musi się podnieść, ot, dla zdrowia. Trochę adrenaliny od czasu do czasu nie zaszkodzi, a na pewno pobudzi ciało migdałowate. Taki deser jak kulka otoczona wiórkami kokosowymi. Co za dużo, to i stworzenie, co nieba nie widzi nie wchłonie, ale nic co ludzkie obce być nie powinno. Ludzkie. Bo niektórych reakcji do ludzkich zaliczyć nie można, na jakąkolwiek religię czy normą się nie powołując.

Różnica w nazewnictwie przy programie kulturowym robi naprawdę wiele. Cień to cień- płaski, zawsze podążający za człowiekiem, który idzie w stronę świata. On po prostu jest. Jest i ma się jego świadomość. Zacienia przeszłość. Zacienia powierzchnie. Po prostu jest- ani to dobre, ani złe. Bo jest świadomość tego cienia. Jeśli zaś cień nazwiemy grzechem, bo w istocie to to samo, to już interpretacja może zacząć szwankować.
Światełka na choince
Bo każdy jest świetlistą istotą. Ale w ludzkim ciele. I po to w tym ciele jesteśmy, żeby ten cień mieć. Tą gorszą stronę. Ten gorszy dzień. Tą nieudaną rozmowę. Małą porażkę. Dużą porażkę… I niech to w tym cieniu ochłonie. Stało się- to się stało. Przepuszcza się to. Tymczasem koncepcja grzechu robi z cienia wrota piekielne, zamykane kolejnymi pieczęciami milczenia. Wypierania. A wyparcie nie jest anihilacją. To, co wyparte, nie zniknie. Zejdzie do katakumb podświadomości i tam będzie gnić. A smrodek i tak będzie się ulatniał w myślach, słowach i uczynkach.
Akceptacja
Nie żyjemy, by być idealni, wiecznie piękni i młodzi. Czym zresztą jest piękno? Pojęciem względnym. Żyjemy, by być różnymi od siebie. Żyjemy, by nawzajem się wymieniać energią. Wymieniać- nie pasożytować. Żyć w symbiozie i w środowiskach, które nam odpowiadają. Nie musimy wszędzie pasować- świat jest na tyle cudownie różnorodny, że zawsze znajdzie się środowisko idealne. Życie w wyparciu to życie Eskimosa w tropikach i usilne budowanie igloo z sorbetów ananasowych.
Napisy końcowe
Źle skrojony system będzie projektować do uwypróżniania grzędy zmuszające kury do naturalnej produkcji kwadratowych jaj. Jaja są, jakie są. I takie będą. Co najwyżej możemy gotowe ozdobić wedle własnego widzimisię. Zmuszanie człowieka do zmiany jego naturalnych preferencji jest z góry skazane na porażkę. Po to rodzimy się z wewnętrznym kompasem, żeby igła zawsze wskazywała szczęście. Chodzenie dookoła szczęścia raczej nie przyniesie. Trzymanie igły na siłę co najwyżej zmęczy i kompas zepsuje. Jak do czegoś ciągnie i wywołuje to uśmiech- to na cholerę trzymać igiełkę w inną stronę? I odwrotnie- jak igła pokazuje północ, to gdzie się pchasz na południe z płaczem?
Z miłością- AnanaS
Dodaj komentarz