Gdy melodia wdzięczności wybrzmiewa na pięciolinii życia (a technicznie nieskończoności linii, równoległych), świat pokrywa się kolorowym pyłem skruszonych chwil. Wypełnia nieprzesłodzonym aromatem z owocowymi nutami zapach poranka. Otula ciepłym kocem z utkanych słów skostniałe członki. Nie trzeba jej tworzyć. Nie trzeba jej szukać. Trzeba ją tylko dostrzec.
Bo świat jest dualny. Ciemny i jasny. Bez ciemności jasność byłaby nadto rażąca. Albo niemal niezauważalna. Nudna. Przewidywalna. Bez jasności błądzilibyśmy i topilibyśmy się w kałużach na odchodne. A może przychodne?
Jak znaleźć wdzięczność, gdzie jej pozornie nie ma?
Na świecie jest wszystko. Dosłownie wszystko. Energia wypełniająca awatar człowieka popycha ożywione przez siebie ciało tam, gdzie się ją skieruje. A kieruje nią umysł. Umysł logiczny, umysł ograniczony wierzeniami, przesądami i przekonaniami (choć to jedno i to samo…). Umysł ograniczony programem wgrywanym od pokoleń. Umysł zawirusowany. Umysł sfokusowany na wdzięczność właśnie ją odnajdzie.
Źdźbło wdzięczności pośród zarośli chwil
A wdzięczność jest w agresywnej kobiecie, która wylewając pomyje nienawiści z ust zwężonych jak horyzont z poziomu jaszczurki, pokazuje, jak smutnym jest widokiem osoba nienawidząca. Osoba ślepo patrząca, acz niewidoma. Osoba głucho słysząca, acz głuchoniema. Osoba rzucająca zasłyszanymi plotkami, acz niema.

Bo jak taką postać nienawidzić?
Patrzysz i dostrzegasz jej cierpienie. Jej motanie się i szarpanie. Takie konwulsje muszą być bolesne. Gdzie jest więc wdzięczność schowana? W kieszeni z nieruchomym amuletem. Nieruchomym i ukrytym przed strzałami zatrutymi jadem. A te strzały latają. Na oślep. Trafiają w otoczenie. I dzięki temu dostrzegasz innych z tarczami- cudownych ludzi, za których czujesz wdzięczność.
Widzisz więcej
Ponad fasadę wyprasowanych ciuszków i wyretuszowanych zdjęć. Ponad reklamę z google, która daje pole do interpretacji. Uśmiech pojawia Ci się na twarzy, gdy widzisz, jak ktoś desperacko pragnie uznania i- tym samym- jak bardzo musi nie kochać siebie. Jak musi być smutny. Wówczas jeszcze bardziej doceniasz to, co masz wokół siebie. Że nie potrzebujesz sztucznych podmuchów z wiatraka zasilanego twoją kradzioną energią.
Słyszysz więcej
Bo nie zwracasz uwagi na wytarte papierem toaletowym o frakcji papieru ściernego frazesy. Słyszysz to, co jest mówione szeptem. A dokładniej- kiedy nie zwracasz uwagi już na pomówienia (dziękować!), słyszysz szept Twojej duszy. I z nagła wiesz, co robić. I z nagła życie samo zaczyna się układać. Bo dziękujesz za to, co masz. Koncentrujesz się na środku- na tym, czego zabrać Ci nikt nie może. I masz tego więcej. Bo zawsze masz więcej tego, na czym się koncentrujesz.
Siły równoważące
A gdy świat zewnętrzny zaczyna swój dziki taniec pod wpływem substancji mniej chemicznie znanych, zaczyna zbierać się widownia. A pośród tej widowni znajdujesz cudownych obserwatorów. I kreatorów. Jasne, znajdą się klauny, co za symboliczną kwotę pójdą tańczyć w tym błocie… Zanim zorientują się, że głównym składnikiem ów błotka jest zwykłe gówno…
Wdzięczny i dźwięczny
Człowiek wdzięczny jest człowiekiem spokojnym. Pełnym zaufania. A świat odpowiada na to, co jest w środku. Kiedy patrzysz z miłością i wdzięcznością, pojawia się współczucie. Nie możesz przecież kontratakować osoby smutnej. Nie możesz, w ludzkim odruchu, kopać leżącego. Ale miłość to także przyzwolenie- jak ktoś chce lepić lepianki z gówienka i smarować tym innych- to trzeba go zostawić i pozwolić mu ulepić sobie grobowiec. To też miłość.
Miłość- ale nie o tą chodzi, gdzie kopulujemy w uniesieniach cielesnych i wdzięczność zawsze dodają urody.
Z miłością- AnanaS
Dodaj komentarz