Pewność niepewności tworzy zwarcia o różnym natężeniu. Można początki zbiorowej histerii datować na lockdown, wybory czy inne zewnętrzne potwory. Czas jest tutaj najmniej istotny, o ile w ogóle ma znaczenie. W każdym razie zauważalne staje się nasilenie pewnych zachowań. I- szczęśliwie- równoważący je tumiwisizm.

Ekrany, natłok informacji, hałas, szum komunikacyjny… A przede wszystkim monopol na jedyną słuszną prawdę. A większość przedstawicieli gatunku homo sapiens jawnie szasta takim uprawnieniem. W każdym razie- układ nerwowy staje się coś mocno nerwowy i odrywa się jak listki papieru toaletowego z rolki na wieszaku przy ustępie…

Uzależnienie od adrenaliny

Musi być bodziec. Taki, czy inny. Żeby poczuć, że się żyje. Żyje konformistycznym nonkonformizmem. Bo na pokaz to zawsze jest konformizm. Na pokaz sztucznych ogni, które nieumiejętnie wystrzeliwane wylatują w powietrze z częściami ciała. I po zabawie. No, ale było sobie życie… Są wspomnienia i fantomowe kończyny. Jak i działania natrętnie podnoszące ciśnienie i nic poza tym… Wszystko w chmurze układu nerwowego. Bardzo, bardzo zdenerwowanego.

Fizycznie vs. Mentalnie

Bo jak fizycznie daje się shot z adrenaliny, to zawsze więcej to pożytku przynosi. A już na pewno uśmiech na twarzy, wyrzut dopaminy, endorfin… Zdrowy koktajl. I można to zrobić na wiele sposobów. Wspinaczka górska, spływ kajakowy w warunkach nieco trudniejszych.

Osobiście, przy letniej pogodzie, preferuję łapanie zaskrońców. Mam swoje miejsca, gdzie przyjemnie się je łapie. Owszem, puszczają smrodek, kiedy się zdenerwują, ale korzyści z tego hobby płynące znacznie przewyższają te nieznaczne niedogodności. Jak Cię taki nie upierniczy- to już sukces. Utrzymasz to, kiedy się wije (a zwłaszcza taki koło metra)- kolejny sukces. Są dość przyjemne w dotyku…

No i te zastygłe emocje na twarzach gapiów, kiedy się uśmiechasz do wijącego węża i podziwiasz jego słodki pyszczek i rozdziabiony czarny języczek (szum syku daje dodatkowe uniesienia audiowizualne, a komentarz: „no chodź do mamusi” daje pełną satysfakcję z trollowania otoczenia). Żmij zygzakowatych nie tykam, padalce są nudne- to jaszczurki, dość powolne, żaden to wyczyn złapać.

Ciśnienie atmosferyczne

Niemniej łapanie zaskrońców nie należy do szczególnie popularnych rozrywek. Za to wszczynanie awantur… Ploteczki… To już sport uprawiany niezależnie od szerokości geograficznej i warunków atmosferycznych. A jak coś powszechne, to nudne. A jednak nie traci na popularności. I potrzeba coraz większych i większych dawek. Aż dochodzi do iniekcji absurdów.

Wstrząs

Organizm się przyzwyczaja do chemii. Człowiek ma naprawdę ogromne możliwości adaptacyjne. Sęk w tym, że podobny jest nieco do gotowanej żaby. I o ile łatwo jest rozpoznać czuba po wielkiej awanturze, o tyle lekkie szpileczki powodują z czasem uzależnienie, niebezpieczne dla prawidłowego funkcjonowania. I czasami naprawdę potrzeba mocnego pieprznięcia, wstrząsu, żeby się obudzić.

Motylki i oponki

Życie szczęśliwe, to życie spokojne. Z momentami ekscytacji. Zdrowej ekscytacji. Z takim łapaniem i wypuszczaniem zaskrońców. Ale ekscytacja, te kolorowe owady w okolicy splotu słonecznego i szereg reakcji hormonalnych, nie może trwać wiecznie. Ot, raz na jakiś czas. Zaskroniec. Nie żmija. Codzienność zrównoważona, to codzienność spokojna. Codzienność w otoczeniu, w którym jest dobre samopoczucie. Codzienność w otoczeniu osób, przy których jest stabilnie i bezpiecznie samopoczucie. Gdzie jest przewidywalność.

Tanie rozrywki w wysokiej cenie

Tanie rozrywki są łatwo dostępne. W Permanentnej Promocji. W Przemocy. I żadna to zabawa na dłuższą metę. Wyniszczająca. Ale, ale… W końcu oliwa pożar wznieca, który pali wszystkie mosty. I jak już jest się na nowej drodze… To już się nie wygrzebuje zwłok i nie bawi w nekromancję. Było, minęło. Trzeba odnaleźć siebie. W ciszy. W samotności.

Bo samotność jest towarem luksusowym

A do luksusu- paradoksalnie- trzeba się przyzwyczaić. A samotność nim jest. Bo właśnie w niej wszystko wypływa na powierzchnię- i już nic nie trzeba szukać. Tylko poprzeglądać te trupy z komody. Wyrzucić, co do wyrzucenia, odświeżyć stare marzenia. Posłuchać starych płyt z radosnym śmiechem minionych dni. Przypomnieć sobie siebie. Może zamówić coś nowego z katalogu wszechświata. Bo człowiek doświadcza tylko siebie. A inni to odbicie jego stanu „jestem”.

Cisza jest głośna

Najgłośniejsza z wszystkich dźwięków. Bo gdy na zewnątrz pusto, to wewnątrz tworzy się na nowo. I wylewa się to, co wcześniej zostało zapisane na dysku twardym podświadomości. A jako w niebie- w człowieku, tak i na ziemi- w świecie zewnętrznym. Jeśli świat zewnętrzny ma się ułożyć, to najpierw trzeba go zaprojektować wewnątrz. A wcześniej przeprowadzić porządną inwentaryzację, wyrzucić wszystko, co minęło, poukładać wartościowe wspomnienia w albumach pamięci i po prostu tworzyć na nowo.

Na zdrowie!

Nowy koktajl zakłada świeże składniki. To znaczy: żadnych przeterminowanych produktów. Żadnych. Grzebiemy stare wprost do jądra Ziemi, żeby to na pewno nie wykiełkowało, tylko się spaliło na ostatnie słowo pacierza. Idziemy z nowym przepisem. Jak nie wyjdzie za pierwszym razem- próbujemy innych proporcji. Ale nie wkładamy koktajlu do lodówki, by go wypić za rok. Wylewamy i od nowa. To nie piernik bożonarodzeniowy, to codzienna strawa. Żeby nie było rozwolnienia… Bo przeszłość nie istnieje. To tylko obraz mentalny. To tylko zasłyszany dźwięk. To blizna, z której już się nie sączy. Jej nie ma. Jest tylko teraźniejszość. I nie ma co rozrywać blizn.

Z miłością, AnanaS


Odkryj więcej z Ananas w próżni życia

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Podcast also available on PocketCasts, SoundCloud, Spotify, Google Podcasts, Apple Podcasts, and RSS.

Dodaj komentarz

The Podcast

Join Naomi Ellis as she dives into the extraordinary lives that shaped history. Her warmth and insight turn complex biographies into relatable stories that inspire and educate.

About the podcast

Latest episodes