Kiedy wolisz ciche podskrobywanie ołówka po nieszorstkiej kartce od zawijasów wypowiadanych przypadkowo słów. Kiedy zuchwale zabrudzasz wiszerem nieszorstki, półmatowy arkusz w kolorze ubitej wiejskiej śmietanki. Kiedy świadomie krótkimi, pewnymi, choć nieco nerwowymi ruchami tworzysz cień, zmiękczając ostrą kreskę ze świeżo zatemperowanego grafitu. Ruchami szybkimi, z pozoru chaotycznymi, choć prowadzonymi w pełnej harmonii. Trwającymi w nieskończoność w skończonym czasie, ulotnymi jak dym z papierosa.
Jestem kryje się w każdej z sześćdziesięciu sekund. Pomiędzy jednym, a drugim mrugnięciem. W mikroskopijnym walcu wiatru, którego kroki wyznaczają ruchy wachlarza rzęs. W przyciągnięciu śliny spod języka w kierunku migdałków i przełknięciu jej. W tym dźwięku- najpierw nieco dłuższym, wyższym, by potem szybkim krokiem skoczyła do przełyku.
Skok na płotek
Jestem przyczaja się w skoku. W skoku świadomości przez gumę rzeczywistości. W podwórkowej grze z dzieciństwa. W skoku do gardła, by pochwycić oddech. Choć na chwilę. Oddech, który przepłynie i pójdzie dalej wraz z patogenami. Ze swoim unikalnym kodem.

Oddech, który rozprzestrzeni się i niepostrzeżenie dotknie miliardy innych istnień. Oddech, który nigdy nie anihiluje i żyje dalej, nawet, gdy jest ostatnim wydanym z żywego ciała.
Lasso neuronowe
Jestem pałęta się w myślach. Tworzy wersję siebie. Wersję, którą w końcu zaakceptuje, z mniejszą lub większą świadomością. I będzie odtwarzać co dnia, dopóki nie zmieni nośnika.

Każde jutro będzie podobne do każdego wczoraj. Kiedy jestem śni, to odtwarza wciąż ten sam sen. Nadpisuje podobne sceny na tą samą taśmę filmową. A przecież tych taśm jest nieskończenie wiele.
Puch- para w ruch!
Jestem kręci się pośród chmur. Widoczne, a jednak żeby je sięgnąć, trzeba włożyć nieco wysiłku. Trochę spięć, rozluźnień i spięć. Do góry. Jasne, że można wzbić się na łatwiźnie. Ale ileż to trzeba paliwa!
A to jednak zatruwa środowisko. I- wbrew statystykom dotyczącym bezpieczeństwa środków transportu- takie loty przeważnie kończą się katastrofą.
W radości i w grze w kości- choć Bóg podobno w nie nie gra…
Jestem bawi się w chowanego. Z ego. Z tą popieprzoną, narcystyczną częścią, która udaje Jestem. Która podszeptuje wgrane piosenki do zasłyszanych melodii. Która plagiatuje zasłyszane półprawdy i gówno-prawdy.
Jestem jest wszędzie i zawsze. A jednocześnie nigdy i nigdzie. Jestem jest wszechobecne. Tu, teraz, w polu możliwości, po drugiej stronie lustra. Jestem tworzy odbicie. Odbicie rzeczywistości malowanej pędzlem stanu świadomości.
Dodaj komentarz