Wspomnienia zostawia się na obrazach. Przy użyciu inteligencji i pewnych części mózgu można je ożywiać (leniwszych wyręczyć może z powodzeniem inteligencja made in daleko wschodząca gwiazda-bliska-planety). Ale miejsce przeszłości jest na cmentarzu. Można co najwyżej wyrób z knotem w szklanej oprawce postawić, z intencją- coś tam było warte mniejszej lub większej uwagi i tyle. Życie toczy się poza cmentarzem. Chyba, ze jest się grabarzem, w dodatku koniecznie zachowującym funkcje życiowe.

Wracanie, zwłaszcza w rytm personalnego żalu, do tego co było, to padlinożerstwo w nieczystej formie. Nie dość, ze smród się nie ulatnia, tylko rozprzestrzenia co rusz na nowo, coraz bardziej aromatyzowany, to jeszcze powoduje gnicie od środka. Ok, było. Coś było. Był czas na działanie. Był czas na interpretację, na świeżo. Ale brak działania to też działanie. Brak decyzji to też decyzja. Po czasie to puszka z bytami w sosie z benzoesanu sodu i sztucznych barwników rzeczywistości. Bo człowiek jest człowiekiem. Niedoskonały. Piękny przez swą niedoskonałość. Ok, coś się ciągnie- na jaki kapelusz sromotnikowy wracać do tego, co było i drapać jak ugryzienie meszki, skoro teraz się dzieje?

Tu. Teraz. Dzisiaj, ewentualnie jutro. Wczoraj to bajka na dobrą noc (albo koszmar)

Życie jest tu i teraz. I liczy się to, co dzieje się teraz. Co się będzie działo- a teraz jest wybór, który to kształtuje. Wybór, który należy uszanować. Wybór z miłości i dbałości o zdrowie. Wybór co wybrać, a co odrzucić. Było, minęło, trwać nie musi- jeśli ktoś wspomnieniem żyje, szerokości. Jego wybór, a to trzeba uszanować. Ktoś szanuje co innego- to należy również uszanować. Bo przecież nikt nie lubi, kiedy mu się narzuca cokolwiek, a już tym bardziej styl życia czy- nie dodawaj soli- myślenia. A życie wspomnieniami… szerokości, we własnym zakresie. A zakreślacz to osobisty gadżet w tym przypadku. Bardziej jednorazowy i intymny niż wziernik ginekologiczny.

Prawo wyboru. Prawo do życia. Prawo do daltonizmu i kolorów

W końcu- niech mowa wasza będzie tak-tak, nie-nie, a wszystko co nadto od złego pochodzi (zagadka: kto dał tak jasną wskazówkę?). W każdą sytuację człowiek lokuje się sam. I sztuka polega na mea culpa, a teraz więcej tego nie robię. Jak ktoś jest dla mnie przykry- mam prawo go nie chcieć w swoim życiu i zwyczajnie nie godzić się na pewne zachowania. Jakby oczywiste? Ubolewanie, ze ktoś odszedł i ojojowanie z przeinaczaniem, co kiedyś było, to konserwa z niemieckiej sieci. Papka. Z dodatkami szkodliwymi, na dłuższą podróż niszczącymi zdrowe komórki w tabeli organizmu. Dobra na wojnę i czasu wielkiego głodu. Ot, żeby przetrwać, karmiąc się czymkolwiek, zamiast zdrowymi treściami. (W końcu kreować rzeczywistość trzeba, niechby po nasieniowodzie, ale jakąś). Ale nie na cywilizowane warunki. Ale jeśli ktoś się tak żywi- jego zdrowie, jego wybór. Tylko nie częstuj na siłę, bo nie każdy lubi wyroby mięsopodobne. A niektórzy mają delikatne układy trawienne i serio, mogą mieć dość wzdęć i innych sensacji klasy niższej niż druga czy trzecia litera alfabetu łacińskiego.

Na siłę to złapiesz kiłę…

Zaciąganie kogoś na cmentarz wbrew jego woli, nie służy niczemu i nikomu. Każdy ma prawo do żałoby, to intymna sprawa. Ale na litość siły wyższej- nikt nie ma prawa zmuszać do jej przeciągania. W zasadzie i do jej przeżywania, zwłaszcza na siłę. Żałoba przeżyta i nieskończona przeradza się w ruchomy piasek- grunt- eufemistycznie ujmując- niepewny. Komu brak adrenaliny w tym wydaniu- droga wolna, w końcu i taką wolę człowiek ma. Jego życie, jego osobista historia, jego pamiętnik, a cudzych pamiętników się nie czyta. Pamiętnik to pamiętnik, ot, uchwycone w locie myśli z porozrzucanymi piórkami nadziei. Czyjejś nadziei. Do kolekcji… Człowiek ma wolną wolę. Wolną, niespieszną. Ale niechaj idzie w te pędy wyrastające z przemieszczających się piasków sam. Albo w gronie tych, co w kąpielach podobnych się lubują. Łaźnie się zamyka, nie każdy ma ochotę oglądać cudze kamienie półszlachetne…

Jeden lubi, drugi się gubi. Nie każde drzwi się otwiera na oścież

Nie każdy musi lubić mroczne klimaty. Ani dramaty. Dla chętnych wystarczą wybrane produkcje streamingowe- poziom odpowiedni dla dramatu, ale nie Szekspira, bynajmniej. Antarktyda nie jest dla każdego, jak i w okolicach równika nie każdy chce mieszkać. Ale jak komuś igloo pasuje- jego sprawa. Dom to świętość i azyl. A do świątyni nie wchodzi się w bikini. A sypialnia to prezbiterium. Dla określonych. Dla wybranych.

Natura sobie poradzi…

Nie wierćmy dziury w ziemi. Odwierty robi się małe i do celów badawczych. Czy da się zasiać, czy plon będzie… Czasem za małe, czasem próbki wystarczą. Czasem wystarczy spojrzeć na teren. Bagno to bagno, w bagnie się nie grzebie. Po prostu jest. Zniszczony krajobraz się w końcu odbuduje. Nie tu, to gdzie indziej. Wulkan sam wybuchnie. Albo się wygasi. Natura wie, co robi… to my jesteśmy jej częścią, nie odwrotnie. Natura poradzi sobie bez człowieka. Człowiek bez natury już nie...


Odkryj więcej z Ananas w próżni życia

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Podcast also available on PocketCasts, SoundCloud, Spotify, Google Podcasts, Apple Podcasts, and RSS.

Dodaj komentarz

The Podcast

Join Naomi Ellis as she dives into the extraordinary lives that shaped history. Her warmth and insight turn complex biographies into relatable stories that inspire and educate.

About the podcast

Latest episodes