Wojna to gra o uwagę. Im bardziej się komplikuje, im bardziej się miesza, tym bardziej eskaluje konflikt. A że wojny nie rozpoczyna nikt zdrowy na rozumie, to nie o rację w tym wszystkim chodzi. W każdej wojnie chodzi o uwagę. W każdej wojnie chodzi o energię.
Wojna jest zawsze przegraną. Nikt nigdy nie wychodzi z niej bez szwanku. Kobieta walcząca to kobieta w dominującej energii męskiej. Tym smutniejsze jest spostrzeżenie, że coraz więcej niewiast wdaje się w konflikt z tasiemcem uzbrojonym. Z Dydusiem Mącicielem. I żeby było w tym więcej cynizmu- niestety na własne życzenie. (W drugą stronę oczywiście też to działa, też są Modlące-się-lisiczki i błądzący po pustynnych obszarach Rycerze z papierowymi mieczami, ale z racji płci jestem nieco stronnicza w przekazie).
Królowa zmienia branżę
Niewiasta w dominującej energii męskiej zrzuca siebie z tronu. I to nie tego w toalecie. Ciążąca jej korona dostojeństwa w okolicy najwyższej czakry zaczyna ją spowalniać, gdy na horyzoncie pojawia się Dyduś Mąciciel. Dojrzały jak zalążek jabłka, z którego jeszcze nie opadły do końca zwiędłe płatki. Co abdykująca królowa robi? Zrzuca klejnoty i w pogoni za smutnymi syntetycznymi kamyczkami zmienia branżę na medyczną. Ratowniczka z pokręconym wewnętrznym dzieckiem, którym zamiast się porządnie zająć, będzie je uciszać szukając substytutu pokręconego, przerośniętego dziecka w świecie zewnętrznym.
Bo kobiecie nie wypada
Nie wypada w świecie, choć tak przecież naciśniętym przez feminizm, body i bokserko pozytyw, kampanie całoroczne, bo co tam wrześniowe na jeden sezon o samorozwoju i wzmacnianiu poczucia własnej wartości, nie wypada w tym świecie postawić siebie na pierwszym miejscu. Matka Polka uciśniona winna przecież być wiecznie umęczona. Kobieta ma być przecież podporządkowana. Ba, należy mieć wiadro empatii dla każdego, przecież każdy błądzi. A to racja. Ale jeśli ktoś zabłądził na rondzie i wciąż uparcie skręca w lewo, to niech się tam kręci… A każdy człowiek przecież jest wolny z natury. Rodzi się wolny. Rodzi się ze sobą, żyje i umiera za siebie- nikt za niego tego nie odbębni.
Człowiek daje z siebie to, co ma wewnątrz siebie
A z pustego to i taki biblijny pan nie naleje. Salomon też musiał swój dzban napełnić. Jak więc człowiek ma dawać innym z siebie, jeśli nie zadba najpierw o własne potrzeby? Jak ma dbać o najbliższe otoczenie, jeśli jego własna skóra piecze jak kurczak na drążku? Dalej jeszcze nie w smak zdrowy egoizm? Ze zdrowym jedzeniem to jest tak, że kubki smakowe po śmieciowym żarciu muszą podjąć pracę na nowo, żeby w pełni odzyskać swoje funkcje. Pierwotne funkcje.
Ale wracając do celebrytów
I kobiet walczących i warczących. Obrona jest wskazana, jak najbardziej, zwłaszcza, gdy natarczywość i ataki nie ustają pomimo jawnego braku chęci walki oraz zwyczajnego opuszczenia pola bitwy. Zjeść się żywcem dać nie można. Ale jeśli już jest wojna- to trzeba rozgrywać ją mądrze. A już na pewno nie robić z Dydusia Mąciciela celebryty. Bo i po co? Jak chce na siebie tak zwrócić uwagę, to niech sam sobie na nią zapracuje (to samo dotyczy się Modlących-się-lisiczek, zbłądzony Rycerzu!). Dydusie i Modlące-się-lisiczki to lenie, choć o wizerunek pracusiów dbają. Wspinają się na cudze plecy po pagórkach nienawiści i wmawiają, że to Himalaje…
Nie dość, że zbłądziło się po chodniku życia, to jeszcze kopać rowy sławy dla Dydusia Mąciciela? Toż to strata energii. A w każdej wojnie o energię przecież chodzi. O pożywienie dla zepsutej duszy obawiającej się anihilacji.
Wahadła
Dopóki walczysz, bujasz wahadłem. Jak już tak macha to wahadło swymi kulkami przed nosem, to można to i trochę rozbujać. A potem… Potem puścić z potem w przestrzeń daleką. Niech leci. Byle jak najdalej. Ale najlepiej niech każdy koronę swoją trzyma na głowie. Szczęście spotyka się na naturalnych skrzyżowaniach, w płynnym ruchu, na zielonym świetle…

Dodaj komentarz